piątek, 1 lutego 2013

14 - Kocham Cie na zawsze i nikt mi nie przeszkodzi, choćby płonął świat to Nas nie obchodzi



 Siedziała w swoim gabinecie i robiła końcowe obróbki zdjęć z ostatniej sesji. Wtedy do pomieszczenia wszedł jeden z pracowników salonu, wcześniej pukając.
  - Musimy jakoś dostarczyć szefowej dokumenty i zestawienia z tamtego miesiąca. - powiedział. Elizabeth nie mogła przyjechać sama, bo od kilku dni leży w domu ze złamaną nogą. Zaczął się już luty, a dokumenty z grudnia też jeszcze leżą.- Jesteś jakby jej prawą ręką, więc to chyba ty powinnaś to zrobić.- dodał i położył jakieś papiery na jej biurku.

  Leżał na kanapie i obejmował mocno swoje córki, każda z jednej strony.
  - Tato, a kiedy znów zobaczymy ciocie Alite? - zapytała Zaida.
  - Właśnie, kiedy ona wróci? - dołączyła się młodsza.
Mężczyzna już miał otworzyć usta, by coś powiedzieć, kiedy usłyszał głośny pisk obu córek, pisk radości. W jednym momencie zeskoczyły z kanapy, zostawiając zdezorientowanego ojca.
  - Ciocia! - usłyszał i sam się odwrócił by spojrzeć w stronę gdzie pobiegły jego córki. W przejęciu stała ona, tak samo piękna i szeroko uśmiechnięta. Gdy dziewczynki do niej podbiegły, przykucnęli i mocno je do siebie przytuliła. On tez się podniósł i podszedł do nich. Nie mogli uwierzyć w to, że przyjechała, że znów może ją zobaczyć.
  - Cześć Ali. - uśmiechnął się i przytulił do niej, co lekko ją zaskoczyło, ale czuła się bezpiecznie w jego ramionach, tak inaczej. Teraz wiedział, że nie może siedzieć z założonymi rękami, musi coś zrobić, już teraz nie może pozwolić jej uciec. Nie mógł zmarnować tej szansy, kiedy ona tu jest.
  - Cieszymy się, że przyjechałaś. - powiedział.
  - Przyjechałam w sprawach służbowych. Prosto z lotniska pojechałam do szefowej, później chwile do Natalii oraz Fabiana, a teraz jestem tu. Jutro rano mam samolot powrotny.
  - W takim razie, musze cię gdzieś porwać.- uśmiechnął się.
  - Tato! - usłyszał zawód w glosie córek.
  - Ale to za chwile.- dodał i poszedł do kuchni by zadzwonić do Xaviego, poprosić go by posiedział z dziewczynkami,  a one pociągnęły Alite za sobą do salonu, pokazać jej swoje nowe zabawki. W końcu długo się nie widziały.
   Nie wiedziała gdzie ją wiezie. Nie znała tej okolicy. W końcu się zatrzymał. Wysiadła z auta i rozejrzała się. Przypominała sobie to miejsce. Duże jezioro, mnóstwo drzew i krzaków. W lecie wyglądało to przepięknie, choć teraz to miejsce również było cudowne.
 Pierwszy raz zabrał ja tu niedługo po tym gdy się poznali. Wtedy nałożył jej czarną opaskę na oczy, by nie widziała drogi tutaj.
  - Wiesz, że nikt więcej nie poznał tego miejsca? - usłyszała jego glos za sobą.
  - Dlaczego mnie tu przywiozłeś? - odwróciła się i spojrzała mu w oczy. Nie odpowiedział nic tylko zrobił krok do przodu i niepewny reakcji, delikatnie musnął jej usta.
  - Bo nie chcę żebyś wyjeżdżała. - szepnął i oparł swoje czoło o jej, kładąc swoje dłonie na jej ramionach. - Zrozumiałem niedawno bardzo ważną rzecz. - ciągnął. - Kocham cię Alita.- powiedział, a wtedy po jej policzkach popłynęły łzy. Zaczęła płakać. Łkając, uderzyła pięścią w jego klatkę piersiowa.
  - Villa, nienawidzę cię. - chciała znów go uderzyć, ale on przysunął ją do siebie i mocno przytulił. Rozpłakała się jak mała dziewczynka, a on tego nie rozumiał.
   - Proszę, nie płacz. – powiedział. – Musiałem ci o tym powiedzieć, bo dłużej nie mogłem już tego ukrywać.
   - A co ja mam powiedzieć?! – krzyknęła. – Robiłam to przez dziesięć lat. – dodała, płacząc. Zaskoczyły go jej słowa i to bardzo. Kochała go odkąd tylko się poznali?
   - To znaczy, że… - odezwał się niepewnie.
   - Tak David, kocham cię od zawsze. – powiedziała pewnie. Wtedy zobaczył w jej oczach ulgę i za razem strach. Znów ją przytulił. Podziwiał ją za tą jej siłę. On nie wiedziałby jak ma się zachować przez te wszystkie lata, widząc osobę, którą się kocha u boku innej.
   - Po tych wszystkich latach… Daj nam szansę. – delikatnie przejechał dłonią po jej policzku. – Proszę. – szepnął.
 Nie wiedziała co teraz zrobić, co powiedzieć. Czekała tyle lat, a teraz on mówi, że ja kocha i chce z nią być. Ma wszystko rzucić i być ze swoją jedyną miłością?
   - David…
   - A pamiętasz grę w butelkę na urodzinach Pepe? – uśmiechnął się.

   Siedzieli w niewielkim okręgu, ona i kilku przyjaciół, piłkarzy solenizanta. Reina zakręcił pustą butelką po piwie. Szyjka wskazała na napastnika, Guaje.
   - Hmmm, David, co by ci tu… - zamyślił się Jose. – A może tradycyjne zadanie przy grze w butelkę? – wyszczerzył się. – Że obok siebie masz Ali, więc już, buziak! – zakomenderował, a wtedy Villa pocałował swoją przyjaciółkę w policzek. – Ajajaj! Guaje! Nie jesteś u ciotki na imieninach i nie składasz jej życzeń! – oburzył się zabawnie. David pokręcił roześmiany głową i spojrzał na Alitę i najpierw delikatnie musnął jej usta, a później coraz zachłanniej i namiętniej. Dziewczyna była zaskoczona, ale odwzajemniła pocałunek. Czuła jak świat wokół niej wiruje, a stado motyli z jej brzucha nagle się obudziło. Po raz pierwszy poczuła smak jego ust.

Jak mogła tego nie pamiętać? Przecież to dzięki szalonym pomsłom Reiny, poznała smak i dotyk ust Davida. Jakiś czas po tym jak się pozali, David zabrał ją na urodziny bramkarza.  Pomimo tego pocałunku, nadal byli zwykłymi przyjaciółmi.
   - Pamiętam. – odparła i spuściła wzrok. Mężczyzna uniósł jej podbródek i lekko pocałował w usta. – David, ja nie chcę żeby to było tak, że jestem w zastępstwie za moją siostrę. – spojrzała mu w oczy.
   - Nie będzie tak. Nie jesteś taka jak ona. Masz inne oczy, uśmiech i inny charakter, jesteś sobą. Zrobię wszystko, żeby wyprzeć ci tą myśl z głowy. Obiecuję.
   - A dziewczynki?
   - Ucieszą się. Będą miały swoją ukochaną, dobrą macochę. – zaśmiał się.
   - Słyszałeś to wtedy?! – podniosła głos, a on z uśmiechem kiwnął głową.
   - Zostaniesz? – zapytał.
   - Zostanę. – szepnęła po chwili. David chwycił ją za dłoń i ucałował jej wierzch. Pociągnął ją za sobą wzdłuż brzegu. Chciał z nią spędzić teraz każdy wolny czas.

 Zaparkował samochód pod domem i obszedł go dookoła, do drzwi pasażera. Otworzył je i wziął śpiącą Ali na ręce. Była zmęczona, od rana na nogach i podróż samolotem. Zasnęła w czasie jazdy. Poradził sobie z drzwiami frontowymi i zaniósł ją od razu na górę. Położył ją na swoim łóżku, ponieważ w jej sypialni, łóżko było zajęte przez lalki i misie dziewczynek, które miały tam wymyślony bal. Zdjął jej buty i okrył kołdrą. Wrócił na dół by zamknąć samochód i dom. Dopiero teraz zauważył, że Xavi, który został z jego córkami, śpi na kanapie. Wziął koc i go nim przykrył. Był mu wdzięczny za to, że został z dziewczynkami, a przede wszystkim za to, że jest jego przyjacielem i go wspiera. Wyszedł na górę i zajrzał jeszcze do pokoi córek. Obie słodko spały. Wrócił do sypialni i automatycznie się uśmiechnął. Nadal spała na jego łóżku. Przebrał się i położył obok niej. Wiedział, że teraz ma już wszystko czego potrzebował.

 Otworzyła oczy i chciała się przeciągnąć, ale przeszkodził jej silny uścisk mężczyzny. Uśmiechnęła się sama do siebie, bo w jej głowie były sceny z wcześniejszego popołudnia.
  Chciała wyjść do łazienki, ale usłyszała tylko niezadowolony pomruk.
   - David, muszę do łazienki. – zaśmiała się.
   - Nie puszczę cię już. Uciekniesz mi. – powiedział cicho.
   - Nie ucieknę, obiecuję. – uśmiechnęła się, odwracając się do niego przodem.
   - No nie wiem. – skrzywił się, a ona wbiła się w jego słodkie, miękkie i ciepłe wargi. – Już lepiej. – uśmiechnął się szeroko, nie odrywając od niej wzroku.
 Wyszła do łazienki, oparła się o drzwi i spojrzała przed siebie w lustro. Widziała uszczęśliwioną kobietę, która postanowiła żyć i cieszyć się z tego co ma, bo w tym momencie ma wszystko, to czego pragnęła.
 Wróciła do pokoju i położyła się z powrotem obok piłkarza, którzy od razu ją przyciągnął do siebie i przytulił.
   - Muszę zadzwonić do Beniego, żeby nie wyjeżdżał po mnie na lotnisko, bo praktycznie od godziny powinnam siedzieć już w samolocie. Do Elizy też. Ze mną zawsze są problemy. – zajęczała, a David się zaśmiał. Wtedy drzwi sypialni się otworzyły i do pomieszczenia wbiegły dwie małe dziewczynki, które od razu wskoczyły na łóżko, pomiędzy dwójkę, Zaida od razu w ramiona Ality, a Olaya Davida.
   - Ciocia! Tata! – zawołały.
   - Tato, właśnie! Miałeś nam oddać wczoraj ciocię! – Zaida zmierzyła wzrokiem swojego ojca.
   - A wybaczycie mi jeżeli wam powiem, że przekonałem waszą ciocię by została waszą dobrą macochą? – uśmiechnął się.
   - Tak! – wykrzyczały obie.
   - Taki jesteś pewien? – zapytała zadziornie, patrząc na Guaje.
   - Oczywiście. – puścił do niej oczko.
   - Tak! Będziemy razem chodzić na spacery i grać w piłkę! – zawołała Zaida.
   - I chodzić na lody i bawić się laleckami. – zawtórowała młodsza.
   - No to nie masz wyjścia. – David poruszył brwiami.
   - Ciociu, to jak? – spojrzały na nią obie kruszynki.
   - Hmmm, no chyba podejmę się tej posady. – powiedziała, a uradowane dziewczynki rzuciły się na nią. W odpowiedzi zostały prawie załaskotane przez Alitę i ich ojca.
   - No w końcu! – usłyszeli głos wicekapitana Blaugrany, stojącego w progu sypialni. – Ali, nawet nie wiesz jaki on był nieznośny gdy byłaś w Anglii. – zmarszczył czoło i nagle uskoczył na bok, robiąc unik by nie odstać poduszką, którą cisnął w niego przyjaciel.
   - Dziewczynki, teraz zajmijcie się wujkiem Xavim. – zaśmiał się David, a jego córki od razu zeskoczyły z łóżka i pobiegły do przybranego wujka. – Kocham cię. – szepnął, przyciągając do siebie brunetkę i delikatnie całując w usta.

3 lata później.

 Siedziała na kanapie i bezcelowo przerzucała kanałami w telewizji. Wyłączyła go i odłożyła pilot obok siebie. Nagle poczuła ból w brzuchu i skurcz. Złapała się za swój dość sporych rozmiarów brzuch. Poczuła jak oblewa ją zimny pot i przy okazji zaczynają odpływać jej wody.
   - David! – zawołała swojego męża, który był w kuchni.
   - Tak?
   - David, wody! – krzyknęła.
   - Już, sekunda. – odpowiedział i po chwili wstawił się w salonie ze szklanką wody.
   - David, nie! Wody, ale mi odeszły! – mówiła, oddychając ciężko.
   - Co? – stał jakby wmurowany w podłogę i wbił wzrok w kobietę.
   - Villa, do jasnej cholery! Zaraz urodzę twojego syna, a ty stoisz i się gapisz! – krzyknęła.

  Stał na korytarzu i wyczekiwał jakichś informacji, co stanu swojej żony i dziecka. Z sali wyszedł lekarz, który prowadził Alitę.
   - Panie Villa, ma pan ślicznego i zdrowego synka. – uśmiechnął się, a on odetchnął z ulgą, wypuszczając całe powietrze z płuc.
   - A co z moją żoną? – pytał.
   - Wszystko w porządku. Oboje się ma się dobrze. Może pan do nich wejść. – dodał, a piłkarz od razu pokiwał głową i ruszył do sali, gdzie przebywała Alita i mały.
 Na łóżku, w białej, szpitalnej pościeli leżała ona, wpatrzona w maleństwo, które trzymała w ramionach. Uśmiechała się do niego i coś szeptała. Podniosła na chwilę wzrok na Davida, który pojawił się w pomieszczeniu. Podszedł bliżej.
   - Chcesz go wziąć na ręce? – zapytała, a on skinął głową. Delikatnie przejął swojego synka i patrzył się tylko na niego.
   - Cześć mały. – uśmiechnął się. – Jestem twoim tatą. – nadal na niego patrzył, ale poczuł jak pod powiekami zbieraj mu się łzy. Miał syna, którego pragnął od zawsze. – Mam syna. – szepnął.
   - Kochanie, nie płacz. – dziewczyna posłała mu swój cudny uśmiech. – Tak, mamy syna.
   - Wiem, dziękuję. – nachylił się i ją pocałował.
   - David, wybrałeś dla niego pierwsze imię. Ja wybrałam drugie. – spojrzała na niego.
   - I chyba nawet wiem jakie. – uśmiechnął się do swojej żony. Usiadł obok niej i ucałował synka w główkę. – Luco Patricio Villa Gonzalez, muszę cię teraz zastawić na chwilę z twoją przepiękną i cudowną mamusią, by powiedzieć dobrą nowinę twoim siostrą i je tu przywieść. – powiedział i oddał chłopczyka w ramiona żony. – Kocham was. – szepnął i pocałował ją. 
______________________________________
 No właśnie! 
 Bienvenido Al Mundo Luca Villa Gonzalez ! <33
 Teraz zapraszam Was jeszcze na epilog :)

2 komentarze: